Wikariusze

Ksiądz mgr Lucjan Kupiec w Liskowie od lipca roku 2024

Ks. Lucjan Kupiec, ur. 2 czerwca 1994 roku w Ostrowie Wielkopolskim,
syn Józefy i Rajmunda, pochodzący z parafii pw. św. Judy Tadeusza w Garkach

„Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił” – takie słowa umieściłeś na swoim prymicyjnym obrazku, skąd ten wybór?
Ks. Lucjan Kupiec: Cytowane słowa pochodzą z piątego rozdziału Ewangelii według Świętego Łukasza. Wybór nie był łatwy. Podczas swojego życia, a szczególnie czasu spędzonego w seminarium duchownym było wiele ważnych dla mnie fragmentów Pisma Świętego, które potrafiły mnie wzruszyć, czasem rozbawić czy skłonić do przemyśleń. Ostatecznie wygrały słowa, z którymi spotkałem się jako ośmiolatek. Jeszcze przed przyjęciem Pierwszej Komunii Świętej wstąpiłem do grona ministrantów. W zakrystii wisiał na ścianie plakat z wizerunkiem sieci rybackich oraz wypisanymi słowami: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”, których jako dziecko nie rozumiałem. Nie pomyślałbym wtedy, że w taki sposób można nazwać posługę kapłana. Drugi powód to lęk, z którym musiałem walczyć w seminarium. Lęk przed tym, że będę musiał stanąć przed ludźmi, przemawiać i być oceniany. Słowa „nie bój się” pojawiają się w Piśmie Świętym 365 razy. Chciałbym, aby i mnie te słowa towarzyszyły każdego dnia, gdyż bardzo ich potrzebuję.

Pozostańmy jeszcze w temacie lęków. Masz jakieś obawy odnośnie realizacji swojego powołania?
Pewnie jak każdy, tak i ja mam pewne obawy. Największą z nich jest utrata Chrystusa z pierwszego miejsca w moim życiu. Bo jeśli jestem przy Nim, wszystkie obawy znikają. Jeśli idę drogą, którą On dla mnie wybrał, to przecież o nic nie mogę się lękać. Wszystkie moje sukcesy i porażki będą częścią Bożego planu, i będą mi potrzebne, czegoś mnie nauczą.

W twoim wypadku święcenia kapłańskie były poprzedzone dłuższą refleksją, byłeś diakonem przez kilka lat. Ten czas umocnił twoje przekonania?
Trzyletni diakonat zmienił moje spojrzenie na przygotowanie do kapłaństwa. Kiedyś myślałem, że można nauczyć się zupełnie wszystkiego, być przygotowanym na każde zadanie. Dziś wiem, że to niemożliwe. Nikt nie potrafi przewidzieć wszystkiego, co go spotka. Pan Bóg każdego z nas stawia w sytuacjach, gdzie nie wiemy, jak sobie poradzić. Czas praktyki diakońskiej uświadomił mi różne aspekty posługi kapłańskiej zależne od konkretnej parafii. Mogłem zobaczyć, że praca duszpasterza jest zróżnicowana i wielopłaszczyznowa. Jednak najważniejsza jest wiara, że to Jezus nas poprowadzi. Oczywiście w posłudze kapłana jest wiele miejsca na spontaniczność, której nie można się bać.

Chciałem już zakończyć tematy trudne, ale właśnie zauważyłem, że pracę magisterską napisałeś o… pogrzebach…
Rzeczywiście, ale tym razem chodzi o zdecydowanie radosny, bo paschalny wymiar liturgii. Temat mojej pracy magisterskiej brzmi: Paschalny wymiar słowa Bożego w liturgii pogrzebu na podstawie „Obrzędów pogrzebu dostosowanych do zwyczajów diecezji polskich” z 2014 roku. Liturgika, bo w jej obrębie przygotowałem moją pracę pod kierunkiem ks. prof. UAM dra hab. Dariusza Kwiatkowskiego, jest mi bardzo bliska, jako chłopakowi, który przez dziesięć lat służył przy ołtarzu. Przez ten czas służyłem do różnych liturgii, tych bardziej czy mniej uroczystych, w różnych miejscach oraz pełniąc różne posługi. Będąc już nieco starszym ministrantem, chodzącym do szkoły średniej, wiele razy zastępowałem kościelnego w swojej parafii. W szczególny sposób w mojej pamięci utkwiły właśnie liturgie pogrzebowe. W głowie uczestnika tej, zdawałoby się smutnej uroczystości, rodzi się mnóstwo trudnych pytań. Kiedy stykamy się z czyjąś śmiercią zastanawiamy się, jaki jest sens życia. Bez wiary w Boga i życie wieczne nie ma odpowiedzi. Dlatego chciałem, aby moja praca magisterska w jakiś sposób tej dziedziny dotknęła. Właśnie Słowo Boże i jego paschalny wymiar jest odpowiedzią na pustkę spowodowaną czyimś odejściem.

Co nieco już o tym powiedziałeś, ale wróćmy jeszcze do chwil, kiedy rodziło się twoje powołanie i ludzi, którymi Bóg się posłużył, aby poprowadzić cię do kapłaństwa.
Historia mojego powołania przed wstąpieniem do seminarium nie zawiera szczególnych zaskakujących wydarzeń czy zwrotów akcji. Moje powołanie rozwijało się podczas służenia do Mszy Świętej jako ministrant. Służbę ministrancką rozpocząłem w parafii św. Marcina w Odolanowie jeszcze przed przyjęciem I Komunii Świętej. Bardzo mile to wspominam. Wikariusze opiekujący się ministrantami organizowali dla nas wycieczki, grę w piłkę nożną, czy wyjazdy do kina i McDonalda 🙂 Zdarzyło się kiedyś, że moi rówieśnicy, z którymi wspólnie służyłem, nagle zrezygnowali ze służby przy ołtarzu. Było mi przykro i też na krótki czas zrezygnowałem ze służenia. Jednak uczestnicząc we Mszy Świętej „po drugiej stronie ołtarza” czegoś mi brakowało. Zrozumiałem wtedy, że służenie do Mszy Świętej to nieodłączna część mojego życia i pragnę, aby tak zostało na zawsze. Na drodze do kapłaństwa pomogło mi wiele osób. Najpierw mama i babcia dbały o podstawę relacji z Bogiem, czyli modlitwę i obecność na Mszach Świętych. Dalej były to panie katechetki w szkole, które notabene dzisiaj nie są zdziwione, że taką drogę życia wybrałem. Kiedyś w szkole podstawowej powiedziałem wprost, że zostanę księdzem 🙂 Kiedy dorastałem, nie miałem tyle odwagi, aby mówić tak otwarcie o tym pragnieniu. W mojej parafii było wielu księży, z którymi rozmawiałem o kapłaństwie. Nie wymieniam tutaj nazwisk, aby nikt nie czuł się pominięty. Najbardziej jestem wdzięczny za to, że żaden z nich nie namawiał mnie do wstąpienia do seminarium.

A przykład naszych wielkich kapłanów, jak choćby kardynała Stefana Wyszyńskiego, którego chyba wreszcie beatyfikują w roku twoich święceń?
Muszę się przyznać, że nigdy nie wczytywałem się w myśli kardynała Stefana Wyszyńskiego. Jednak będąc kiedyś na Lednicy usłyszałem piosenkę: „Tylko orły szybują nad granią, tylko orłom nie straszna jest przepaść”. Później dowiedziałem się, że są to właśnie jego słowa kierowane do młodzieży. Także i mnie dodają one otuchy, kiedy się czegoś boję.

Ostatnie lata naznaczone są strachem związanym z pandemią i jej konsekwencjami. Czego spodziewasz się, kiedy wróci normalność?
Każdy z nas pragnie tej postpandemicznej normalności. Trudno przewidzieć kiedy to nastąpi, a jeszcze trudniej powiedzieć jak będzie wyglądał Kościół. W tej chwili widzimy, że zmalała liczba wiernych uczestniczących w Eucharystii. Musimy mieć nadzieję, że jest to spowodowane lękiem, który zniknie, gdy wszystko wróci do normy. Mnie ten czas nauczył, że nie liczy się ilość, ale jakość, ale trzeba troszczyć się o każdego wiernego. Natomiast wielu kapłanów znalazło się w sytuacji, gdzie musiało zabronić komuś wejścia do kościoła. Myślę, że dla kapłana to jedna z najsmutniejszych rzeczy.

A co będzie twoją mocną stroną w kapłańskiej posłudze duszpasterskiej?
Myślę, że nie da się być „od wszystkiego”. W swoim życiu spotkałem wielu kapłanów o różnych talentach. Podziwiałem ich za ciekawe i mądre kazania, poczucie humoru, tak bardzo potrzebne szczególnie na pielgrzymkach, wyrozumiałość w konfesjonale, czy troskę o wygląd i stan techniczny kościołów. Trudno jest samemu ocenić, w czym jestem najlepszy. Każdą z tych cech chciałbym posiadać.

Jaka jest twoja ulubiona modlitwa?
Moją ulubioną jest jedna z najstarszych modlitw, czyli Różaniec. Cenię ją za uniwersalność. Różańcem mogę się modlić w różnych intencjach oraz w różnych sytuacjach. Towarzyszy mi na adoracji, spacerze, a nawet podczas jazdy samochodem. Nieco trudniejszą formą odmawiania Różańca jest Nowenna Pompejańska. Wiele razy doświadczyłem skuteczności tej modlitwy.

Zapytałem o pracę, o modlitwę, nie może na koniec zabraknąć pytania o odpoczynek. Jak się relaksujesz?
Jeśli pragnę odpocząć, to oglądam film. Dosyć często słucham muzyki, najbardziej lubię rockowe ballady, choć w swoim życiu kosztowałem wielu różnych gatunków muzycznych.
Uczę się grać na gitarze, co sprawia mi wiele radości. W odpoczynku pomagają mi także długie górskie wędrówki i jazda na rowerze.

Ksiądz mgr Krzysztof Swat, w naszej parafii od 1.09. 2021

Mam na imię Krzysztof. Urodziłem się w 24 lipca 1987 roku w Miliczu (woj. dolnośląskie). Pochodzę z parafii pw. św. Antoniego Padewskiego w Gądkowicach. W tej świątyni 31 sierpnia 1987 roku dzięki moim rodzicom zostałem ochrzczony. Moje dzieciństwo było bardzo radosne i sielskie w bliskości pięknej natury Doliny Baryczy. Wzrastałem przy moich rodzicach i starszym rodzeństwie (dwie siostry i brat) oraz wśród rówieśników (z niektórymi do dziś są żywe relacje). Do szkoły podstawowej i gimnazjum uczęszczałem do Sulmierzyc, w tej parafii pierwszy raz przystąpiłem do spowiedzi i komunii św. Już wtedy pojawiły się myśli o kapłaństwie… Autentyczna postawa kapłanów których spotkałem i Sióstr Służebniczek, które posługiwały przy tej parafii oraz uczyły mnie religii potęgowały te myśli… Do szkoły średniej uczęszczałem do Liceum Ogólnokształcącego im. Władysława Jagiełły w Odolanowie na profil humanistyczny. Język polski, język niemiecki, historia i geografia były moimi ulubionymi przedmiotami z których też zdawałem egzamin dojrzałości.

Po maturze po rozeznaniu, modlitwie i rozmowie z księdzem proboszczem zdecydowałem się na Wyższe Seminarium Duchowne u Ojców Franciszkanów w Kalwarii Zebrzydowskiej koło Krakowa. Nigdy nie żałowałem tej decyzji, pomimo trudnych chwil. Pracę magisterską napisałem z patrologii pt. : „Demonologia w świetle Colaciones Patrum u św. Jana Kasjana” . Po obronie pracy jako diakon pracowałem w Austrii w parafii Güssing. 14 czerwca 2014 roku we wspomnienie bł. bpa Michała Kozala przyjąłem święcenia kapłańskie z rąk ks. bpa Damiana Muskusa. Motto kapłańskie, które umieściłem na obrazku prymicyjnym i noszę w swoim sercu, zaczerpnąłem z Ewangelii Mateusza 11,28,

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni
i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.

Moje zainteresowania są szerokie. Bardzo cenie naukę ojców kościoła i ojców pustyni  szczególnie Ewgriusza z Pontu, wyżej wspomnianego Jana Kasjana, św. Hieronima. Choć ulubionym świętym, jeśli tak można powiedzieć, do którego mam nabożeństwo to Antoni Padewski.  Lubię liturgię, muzykę organową, sztukę sakralną oraz teologię ikon  bizantyjskich. Ponadto cenię sobie spotkania z ludźmi, lubię odkrywać nowe miejsca w mojej małej ojczyźnie Dolinie Baryczy,  w Polsce i Europie. Wielką przyjemność sprawia mi też praca na pasiece pośród pszczół, które mam u rodziców na ogrodzie. Ważną rolę odgrywa w moim życiu rodzina i przyjaciele, na których zawsze mogę liczyć. Ze sportu to głównie rower i pływanie. 

Obecnie staram się cieszyć z małych rzeczy, które ostatecznie okazują się wielkie. 

To jest tylko mała namiastka, zarys mnie, o który prosił ks. proboszcz, by się przedstawić w krótkich słowach. Wierzę, że każde spotkanie z Wami będzie okazją by poznać mnie jeszcze lepiej a ja będę mógł poznać Was. 

Ks. Krzysztof Swat